Jak uzyskać zwrot z inwestycji w językowe szkolenia pracownicze?

Ktoś mądry powiedział, że połowa pieniędzy wydanych na marketing jest wyrzuconych w błoto – gdyby tylko wiedzieć, która połowa, to mieliśmy dużo więcej skutecznych kampanii. Ale z moich obserwacji jasno wynika, że sprawa wygląda jeszcze gorzej, jeśli chodzi o budżety wydawane na szkolenia językowe w firmach. Tutaj proporcja kształtuje się w okolicach 80/20 i to nie w tę pozytywną stronę. Dlaczego kursy językowe dla firm tak często okazują się przepalonym budżetem bez efektów biznesowych?

No bo przecież każdy właściciel, zarząd czy menedżer chce dobrze inwestować budżety, ale mało kto zwraca uwagę na te 4 pułapki:

 

1. Chodzą, bo muszą.

Wpadłeś na pomysł, że “zainwestujemy w angielski!”. Ludzie będą się cieszyć z super benefitu, to rzadziej będą odchodzić z pracy (#rotacja). A do tego lepiej dogadają się z kontrahentami, to powiększymy wyniki sprzedaży zagranicznej! Fakturowanie w euro, funtach i dolarach to ciekawsze zajęcie niż w złotówkach, prawda?

O ile priorytety są jasne – biznes ma rosnąć, a wskaźniki takie jak rotacja czy wyższa sprzedaż to kluczowe obszary – o tyle choćbyś stanął na głowie i próbował oczarować, przekonać, a nawet zmusić do aktywnej nauki, przepalisz budżet. Rozwiązanie

Rekomenduję: wysłać na zajęcia wyłącznie tych, którzy wyrażają taką wolę + takich, którzy faktycznie potrzebują tego języka na co dzień w pracy + przeczytać punkt 2 tego artykułu, w którym czai się pułapka.

 

2. Nic nie płacą, więc się nie angażują.

Co z tego, że wyślesz chętnych, jak będą wiecznie tak zabiegani, że zawsze będzie coś ważniejszego niż spotkanie z Lektorem. Trochę sprawę ułatwiają dzisiaj lekcje online, bo nie trzeba marnować czasu na dojazdy. Ale bieżączka to standard. Jak wesprzeć pracownika w lepszym zarządzaniu priorytetami?

Rekomenduję: partycypacja kosztowa. Proporcje to już drugorzędna sprawa, bo pomiędzy 0 i 1 zł jest dużo większa różnica psychologiczna niż między 1 i 15 zł. A jak za coś już człowiek płaci, to zaczyna więcej oczekiwać. A oczekiwania wobec takiego szkolenia językowego prędko doprowadzą do wniosku, że “hej, skoro płacę, to idę na te zajęcia”. Ale jeszcze pozostaje odpowiednia formuła zajęć…

 

3. Zajęcia grupowe im nie odpowiadają, bo…

Powodów mógłbym tu wypisać wiele, ale najważniejsze to:

  • W grupie ciężko wywalczyć przestrzeń do wypowiedzi dla siebie. Wynika to przede wszystkim z tego, że większość Polaków ma mentalną barierę przed swobodnym mówieniem po angielsku. Wyzwaniem jest powiedzieć coś w 4 oczy, a co dopiero grupie!
  • Oprócz poczucia wstydu, które nam wtedy często towarzyszy, dochodzi ten-jeden-uczestnik spotkania grupowego, który tak zdominuje rozmowę, że reszcie się odechce odzywać. Voilà – budżet przepalony again!
  • Niby wszyscy mieliśmy na początku test poziomujący, a wydaje się, jakby każdy uczestnik był na innym poziomie kompetencji. Znasz to z autopsji?
  • Jak jest grupa, to jest kompromis pod względem tematu rozmowy. Ma pasować (względnie) wszystkim. Ryzyko – większość będzie niezainteresowana temat. Co w połączeniu ze wspomnianą barierą mówienia ponownie prowadzi do… przepalonego budżetu!

 

Moja rekomendacja? Na końcu artykułu (jesteś już blisko).

4. Ty i oni macie nierealne oczekiwania!

Jako menedżer chcesz wykazać zwrot z inwestycji w budżet szkoleniowy. Ciśniesz pracowników i szkołę, którą wynająłeś, żeby były wyniki. Do tego ludzie, jak się już wezmą za tego angola, to mają tendencję, żeby wyznaczać sobie nierealne standardy. Bo przecież uczymy się angielskiego “od zawsze”, więc wypadałoby się, go “w końcu nauczyć”.

Będę tym szczerym, który powie – zejdź na ziemię, a obietnice marketingowe pt. “angielski przez weekend” wrzuć od razu w SPAM. Nauka języka to proces. Musi trochę potrwać, żeby głowa mogła przetworzyć i wcielić nową wiedzę. Ten proces składa się z dawno odkrytych i zbadanych elementów. Z tego powstały już skuteczne metody “załatwiania tego problemu”. To nie jest inżyniera rakietowa – co nie oznacza, że jest bułką z masłem. Ale się da.

Więc jeśli zależy Ci na tym, by być pierwszym menedżerem w okolicy, który NIE PRZEPALIŁ budżetu na angielski dla pracowników, to moje rekomendacje brzmią:

Im mniejsza grupa, tym lepiej. Partycypacja kosztowa. Na zajęciach tylko ci, którzy faktycznie tego potrzebują i chcą. Realne oczekiwania Twoje i ich. Skąd to wiem?

8 lat doświadczenia w branży i tysiące absolwentów.

 

Dziękuję za Twoją uwagę i mam nadzieję, że do usłyszenia!

Wiktor Jodłowski

wiktor@talkersi.pl

Do we all know each other?

DO WE ALL KNOW EACH OTHER? 

The theory of six degrees of separation 

 

Networking is a crucial skill. It makes you noticeable in business environments. You can practice your communication and small talk skills. You may inspire others or be inspired.  But most importantly – you build relations with people. These relations can help you to gain knowledge, find partners for your business or… get in touch with other people. 

Let’s imagine a very popular situation. None of your friends, co-workers or partners can help you achieve your goal but they have a friend who might. This is the typical “a friend of a friend” situation. We make use of it very often both in personal and professional lives. 

We are often surprised to find out that we have mutual friends with people we have just met. Even if that doesn’t come up during the conversation, Facebook makes sure that we know it by showing these mutual friends to us. “It’s a small world” is what people say when they realize that their new colleague is a current partner of their ex. It is not always this dramatic, sometimes it is simply nice to find out that you have something in common with people you have just met. 

It’s a small world we say. But how small is it really? And what does it mean?

Social scientists have been studying this area for quite some time now. In 1929 Frigyes Karinthy coined the term “six degrees of separation” for a theory that describes how strictly connected we are with people around the world. The theory states that we can connect with any person in the world by taking just 6 steps. That is why this theory is sometimes called the “six handshakes rule”.  And what are these 6 steps exactly?

Let’s imagine you want to contact the Pope. It seems rather impossible for most people, doesn’t it? But if you tell your understanding and supportive friend that you are trying to do that, and he tells it to his friend, and his friend to his friend and so on – it takes only 6 steps starting from you to contact the Pope. As crazy as it sounds, this theory has a strong mathematical background.

I will not get into it because you are meant to be learning English but if you are a fan of maths, I am sure you can find all the calculations online. 

Being able to reach anybody in the world by taking only 6 steps seems insane enough. But let’s dig into this theory a little bit more. It was created in 1929. It’s almost been a hundred years. Something has changed. We live in a world full of technology. We are all connected by a magical thing called the Internet. Physical distance is no longer a barrier in meeting people. Some scientists speculate that due to the development of technology, the chain connecting us with anyone in the world might have shrunk to 5 or even 4 steps! 

So how can we use this knowledge? 

The possibilities are endless. You can’t find a job? Ask around. Your friends or their friends can tell you about job openings that you would normally not find online. You have a brilliant idea for a start-up but don’t have the funding? But you know that if you pitched your idea to the CEO of Google he would love it. So what are you waiting for, contact him! You would like to visit Iceland but the hotels are expensive and you can’t afford that. Even though Iceland is not highly populated, the theory should apply and among your friends of friends you should find someone living there. Looking for a life partner? Why pay for dating apps, use tools that are already available – your friends. 

Sounds too perfect to be true?

There are of course downsides to it. Information spreads very quickly, even the kind of information we might not want to spread. Rumours, fake news, private data. This network might also explain why infections and diseases spread so quickly. But don’t worry, these don’t spread via the Internet. Not yet, at least. 

The theory is sometimes criticized for being applicable only to civilized areas and people who speak a common language. It might be hard to reach an indigenous person living in the middle of a forest even if you use 10 steps. But English is a tool that helps you connect with people outside of your culture, so this can help with the limitations of the theory.

The takeaway message is – this is the age of networking taken to a different level. Make the best use out of it! Don’t be afraid to ask around, use your connections. You might really surprise yourself with how small the world really is. 

 

Dig deeper:

You’ll find the words in bold here

Fiszki: DO WE ALL KNOW EACH OTHER? The theory of six degrees of separation | Quizlet

It’s only our suggestion. Select your own words to study.

Suggested video: The Science of Six Degrees of Separation (10 min)

Author: Talkersi

Edited by: Magda O. from Talkersi

A life of a digital nomad

A LIFE OF A DIGITAL NOMAD

What is a picture evoking in your mind when you hear a word 'travelling’? Are you smiling when you are imagining it? Is that a pleasant, vivid image of your very last or very first trip, holidays you have been to? What does that image in your mind present? Where is that place? Is it any fond memory or any particular emotion you are feeling in your body?

When you answer these questions you will know better what travelling really means to you and what role it plays: is that a part of your life, an interest, an escape from duties and hard work? 

Judging from my experience I must admit: although travelling is amazing it can be highly addictive! So watch out! Especially you who while reading and answering questions you have got in your mind many picturesque, dynamic images and also you have felt an excitement, a kind of nostalgia (because you are not there physically anymore) and a huge smile on your face.

One who is crazy about travelling and for whom travelling gives a permanent adventure, adrenaline but also a temporary home, the job is a digital nomad. 

It is someone who is passionate about going to places and does not want to feel limited by staying and living in a hometown, doing stationary work and experiencing the same daily activities. He chose to be unrooted. That means not living in his home country but moving from one to another area – does not matter whether it is a city, an island, a continent! He is an independent person with a strong will to explore and experience the unknown.

 He is simply captured by a travelling spirit so to say. He sees the world he lives in as a global village where we have access to all around. Those places due to means of transport and touristic information are no longer a dream from documentaries or postcards but they invite him to visit and stay for a while.

Beforehand (or even nowadays in some tribes living in Sahara or Mongolia) nomads used to move on foot or they were riding animals like camels, horses, donkeys. All their belongings were taken with them as if they were turtles, moving slowly with no rush. A new type of nomad carries his full backpack wherever he goes.

 A difference is that the modern nomad travels alone, he meets along with his way tourists, travellers, other nomads but he is like a sailor – freely chooses his course and destination guided by the feeling that the very new place is going to be the temporary home and a source of new explorations for him.

Nomads in the past were forced to migrate constantly looking for living resources, goods, water or grass for their animals. Modern ones are free to choose, are driven by an adventure calling or a pleasant feeling to stay and relax and get themselves to work…

The digital nomad is not a gipsy though. Maybe he is an unrooted individual but he has the idea to work independently using any new technology and the Internet so he becomes a freelancer. That is why we call him digital because he is online. His work is based on artistic occupations or running an online business, writing as a journalist or as a writer, vlogging, blogging, having a YouTube channel, doing IT jobs like programming, graphic designing etc. 

Where can you find them? They are from countries with city life, individualism, education and career opportunities and high living standards. This background makes them feel bored, tired, trapped in a bubble of living comfortably according to social expectations to be successful, wealthy and occupied with a job and a family. 

These people want something more from their life and the fear of changing does not stop them from reaching goals. As they outstand – having different values and priorities, they are not able to meet some society’s criteria. So these individuals leave their homeland and follow the adventure spirit to see wonders so they become wonder lust people. The most popular destination for digital nomads is South-East Asia: from Thailand to Indonesia where they can get visas easily, where days are warm and sunny, where all you can call exotic.

Digital nomads miss a kind of freedom to choose to experience the diversity of the world as they perceive it as a global village. They show us a completely new perspective on lifestyle and life values. The whole planet can be our home, you are neither tied to your job nor to your hometown, homeland. Nothing can stop you. Just your mind and fear, prejudices about people and cultures may hold back.

 

Dig deeper:

You’ll find the words in bold here

Fiszki: A LIFE OF A DIGITAL NOMAD | Quizlet

It’s only our suggestion. Select your own words to study.

Suggested video: A REAL Van Life Day Of A Solo Female Traveler (16 min)

Suggested article: How To Become A Digital Nomad (And Work From Anywhere!)

 

Author: Patrycja B. from Talkersi

Edited by: Magda O. from Talkersi

The fear of success

 

THE FEAR OF SUCCESS

Success means a different thing to each of us. It might be a healthy and happy family, a distinguished sports career, ambitious professional or financial objectives. Most of us claim we want to be successful. Most of us think they do. What does it look like in reality though?

The truth is that, despite what we say, we frequently do not really want to reach the top. You might ask why, might say it is illogical, or stupid. And yes, it does sound counter-intuitive, but here’s the thing: many of us are (subconsciously) afraid of being successful.

We are scared of reaching our full potential. We do not always do as much as we could and as a consequence, we settle for less. When faced with the sign in our subconscious mind saying ‘enough’, we often stop without a moment of reflection.

On one hand, we sabotage ourselves from progressing, but on the other, we do take action. It feels like a fair-play. But is it really?

You might be wondering why people do this. There are a few reasons behind this complex phenomenon.

You are paralysed by the responsibility which comes with success.

Whatever the area of life, we are obliged to take the responsibility for our actions and face the consequences which come with it. Needless to say, the more power we have and the more decisions we make, the bigger the outcome and the bigger its significance.

Success is more complex than failure. By entering the uncharted territory you must be aware that you expose yourself to pressure and high demands. What may you find on top? Getting up early, making important decisions, speaking up for yourself, negotiating your rights, travelling from one place to another, paying attention, listening, and developing relentlessly. The success as we frequently see it is just the tip of the iceberg, but there’s way more to it than what can be seen above the sea level. Once we realize that, our motivation might drop.

You are scared to be different.

Quite obviously, those who reach the top are characterized by certain features and stand out in the crowd because of them. Our habits, routines, and beliefs shape who we are and quite frequently become the means of our journey towards a better, more meaningful life. People who aim high do more of the important stuff, which helps them to grow and inevitably makes them move in a completely different direction than the rest of the society. They take the path less travelled by, which makes all the difference.

It is not without consequences though. By being different, we risk being left out and rejected by our peers. We might end up feeling lonely and lost, disoriented by not being able to fit in, exposed to jealous stares from those who won’t take action in order to change their own lives.

You assume that you will fail.

Many of us do not even try to accomplish our dreams, we don’t even take the first step. We’ll never get a guarantee of success. Why should you even bother trying? Dreaming big is not as easy as we think. The greater the vision, the more spectacular the failure and, as we already know, the best way to deal with a failure is to avoid it at all costs.

Is the problem daunting you? Would you like to overcome the irrational fear which jeopardizes your actions? Do not focus on the failure, but rather on the dream. Pay close attention to the simple, everyday decisions. Bear in mind the significance of the next right step and do not overthink or analyse the what-ifs. There’s nothing wrong about being different and if you are surrounded by the right people and treat them well, they will follow wherever you go.

If you advance, you might lose. If you don’t take the first step though, you have already lost. The choice is yours.   

 

Dig deeper:

You’ll find the words in bold here

Fiszki: THE FEAR OF SUCCESS | Quizlet

It’s only our suggestion. Select your own words to study.

Suggested video: How you can use impostor syndrome to your benefit  (13 min)

 

Author: Ola L. from Talkersi

Edited by: Magda O. from Talkersi

English – will it remain an international language?

ENGLISH – WILL IT REMAIN AN INTERNATIONAL LANGUAGE?

Long before the domination of the English language, Latin was the lingua franca of the western world. Gradually, Latin became Spanish, Italian and French, but it took almost twelve centuries for this change to happen. Along with the fall of the Roman Empire came the fall of Latin. The rise of English as a worldwide lingua franca can be attributed to one key fact – The United Kingdom and The United States being the successive global superpowers. Both the U.K and the U.S have English as their vernacular language. The question is whether English will remain an international language despite Brexit, the post-colonial world and increasing powers of eastern countries. One might suppose that English reign will end just as Latin did, but the available data would seem to suggest that this might be anything but a forgone conclusion.

There is no denying the fact that the world goes through such a rapid change as never before. These changes occur not only in technology but also in language. Globalization has a huge impact on how we speak. Due to widespread migration, English goes through a linguistic and cultural change. Such is a case of mixing English with other mother tongues, for instance, Indian English, where it is common for foreign words to become English, such as „blightly” or „pyjamas”. Not only a new vocabulary, but also foreign accents emerge from globalization – Indian accent, African accent, and even American accent. The point I am trying to make is that English evolves into so many different forms that one might wonder whether there is a potential need for a standardized version. To take the argument further I will present an example of the Dutch language. Standardized Dutch, known also as ‘Standaardnederlands’, is an official version of this language. It is taught in schools, used by officials and spoken in media. It is tempting to ask, why such a small country needs standardization. The reason is hidden in history, more specifically in colonialism. Dutch variations are spoken not only in The Netherlands but also in Belgium, Aruba, Curacao, Surinam and Sint Maarten. Africaans emerged from Dutch during Apartheid and remained the language of South Africa. Such a situation pushed officials to make one official language. But globalization is not the only threat to the modern lingua franca. 

It is safe to say that nowadays English is a language of business. Along with the increase in the global power of China, there might appear a question regarding language and a possible necessity of learning such. With the largest manufacturing sector, the highest number of exported goods and the world’s fastest-growing consumer market, it is no wonder that the language has become an essential skill in almost every workforce. Chinese or, to be more specific, Mandarin is the most popular language on the Earth, but only thanks to the great number of its native speakers, not necessarily second-language users. China as a business leader might set the rules and expect the potential partners to use Mandarin in negotiations. Learning Mandarin might significantly improve business relations and having the ability to communicate with the major role-players in the Chinese language will help to establish one’s company as a leader in any field. Another major threat might be just around the European corner – modern versions of Latin – French and Spanish. It is beyond doubt that the popularity of these languages is caused by colonialism. The first one is the most spoken language in Africa, but also among French overseas territories. From the figures, it is clear that the latter may come very close to becoming the new lingua franca. With 450 million native speakers, 600 million second-language users and 20 million learners, Spanish is the third most spoken language by the total number of speakers and second in terms of native speakers. Spanish might not be the future language of the economy, but without doubt important for a touristic sector and for general communication around the world. 

 It is hard to escape the obvious conclusion that language is a living organism, which reacts to social, cultural, political, financial and historical changes. While it may well be that this is nothing but a natural course of action, there is no reassurance that English will remain the international language. Changes do not happen overnight, it is a tip-toe process. Will English, hundreds of years from now, share Latin’s fate and become a dead language? It can only be speculated, but the arguments shown above prove that its future is not as stable as one might think. 

The only thing that is constant is change. 

 

 

Dig deeper:

You’ll find the words in bold here

Fiszki: ENGLISH – WILL IT REMAIN AN INTERNATIONAL LANGUAGE? | Quizlet 

It’s only our suggestion. Select your own words to study.

Suggested video: Lera Boroditsky: How language shapes the way we think (14 min)

 

Author: Ola K. from Talkersi

Edited by: Magda O. from Talkersi

 

Less is more

“Minimalists? ‘Course I know who they are. The weirdos who have no beds and thus sleep on the floor, they don’t use electricity and can easily do without showering for 5 months. Half of them are eagerly fighting for women’s rights. The rest must be vegetarians. Or even worse, vegans. Looneys.” Well, no. To many of us, surprisingly, the concept has a negative connotation. We way too often see the trend as a pointless, radical, or close to an absurd movement, but do we even actually bother to ask ourselves consciously – what is it all about?

Minimalism means getting rid of the excess in favour of focusing on what truly matters in life. It helps us to reflect upon our confined thinking and attachment to possessions, which we way too frequently identify with happiness, thus losing sight of what is significant and worthy. Minimalism means deliberate living, it means freedom.

As Confucius once said, “life is really simple but we insist on making it complicated”. 

Assuming that the Chinese sage was right, let’s discuss the benefits of filtering the influx into our lives.

There is an undeniable connection between what and who we surround ourselves with and our mental state. Our tendency to hoard stuff that we do not need is overwhelming. How many things in your house have not been used for a year? Two years? Five years? You keep insisting that you need them, don’t you? Or is it just an excuse because you are way too attached to throw them away? Have you ever heard the statement that the things that you own end up owning you?

What about people? Reflect upon it for a while. Have you ever forced yourself to hang out with somebody you were not really fond of? Or worse, someone who had a detrimental or even toxic impact on you? Have you ever done things you were not really into doing? Do you think it’s fair to treat yourself this way? The first step is to realize that you are not a slave. You were not born to please people, nor to stash things. Let them go, turn them down. Regain control over your life. 

Once you’ve done it, you’ll make room for your own creative undertakings, for indulging your passions, for meaningful relationships, and living purposefully. 

Clearing your mind is not the only advantage of pursuing a minimalist lifestyle. Decluttering our surroundings has been proved to sharpen our focus, make us more decisive, or even decrease the chance of coming down with certain mental illnesses, e.g. depression or anxiety. Some of us subconsciously believe that they are worth just as much as their possessions. Embracing this point of view leads them to gather more than they need and, as a result, feeling overwhelmed as the compulsive buying is nothing but a short-term gratification, having nothing to do with true happiness and fulfilment. 

So, what happens if you start saying no? You might learn to redirect your attention to the important stuff, i.e. people, situations, and emotions. You might become more of who you really are and realize that it does not depend on your shoes, kitchen tiles, or your car’s bumper. You might realize that all those things are out there to serve you, not the other way around. You might feel happier, you might not.

Minimalism may not work for everyone, but it can definitely work for anyone, hands down. It does not mean we should quit our job, move to an abandoned hut in the middle of the forest, and hunt animals barehanded. However, we can definitely cut back on things and relationships which should not play a part in our lives in the first place. Not only will we feel liberated, but also quite possibly strengthen the bonds with our nearest and dearest, prioritize our plans and aspirations, change our perceptions, and take the first step towards revitalizing our life-journey. Why not give it a go?

 

Dig deeper:

You’ll find the words in bold here:

quizletflash-cards/lessismore 

It’s only our suggestion. Select your own words to study.

Suggested videos to learn more:

Christine Platt: You Can Be a Minimalist. Yes, You!  (13 min)

13 Minimalist Habits – Decluttering Motivation (17 min):  https://ed.ted.com/on/HUfjcWhu

Justice for Eeyore

Do you sometimes feel so down in the dumps that the only thing you feel like doing is to lie down in your blanket-burrito and separate from the world? Or maybe once in a while, you have to deal with a day so bad that it is truly a challenge not to collapse in floods of tears? I know I do and so does the rest of the world.

Nowadays it is often said that it is best to stay strong and positive. The perfect model of a human being is a hard-working, sporty, sociable, healthy, well-balanced and happy creature. This means that we are expected to excel in our careers, have plenty of hobbies, practice various sports disciplines, stay healthy, find time for our social life and, at the same time, we should always be exuberant and happy about it all. It is a pity that we often forget that such people do not exist. As we know, we represent an incredibly complex species and, whether we like it or not, our range of emotions cannot be limited to those which are easily accepted by the masses. Sadly, we tend to forget about this fact and, consequently, we are either afraid to express what we really feel or we are not really keen on listening to others complaining. For instance, people have a common habit of asking “How are you?”, but they usually do not expect an honest answer. According to an article from Forbes, “(…), our instinctive response is, “I’m fine” — in spite of the fact that we may not be fine at all. Our society’s custom and practice is to mask how we’re really feeling and respond with the standard, glib answer”. 

Furthermore, I have to admit that I am a genuine supporter of crying. However strange it may sound, I strongly believe it has a lot of benefits for our body and many times I have observed them through my own experience. It turns out that I might be right. Apparently, there are a number of articles such as “Why Crying Is Healthy for You, According to Science”, which indicate that crying is actually healthy for us. No matter how strong we intend to be, bottling up our emotions, in the long run, is never a good idea. Only by embracing them will we be able to move on with our lives and fix our problems. Additionally, we usually forget that by accepting our weaknesses we acquire more knowledge about ourselves and human emotions in general. This helps us feel empathy towards others, which is crucial in order to maintain a deeper connection with another person. 

To sum up, of course, I do not intend to encourage people to stay negative. Obviously, positive thinking has wonderful effects on our mental well-being as well as our body. However, we should bear in mind that we are all human and nobody is perfect. The main point of this article is to emphasize the importance of staying true to our emotions despite all expectations. After all, life is not all beer and skittles and, no matter what the reason is, everyone feels blue sometimes. So, whenever you feel stressed and depressed be kind to yourself, accept it and embrace it. It will be over sooner than you think!

 

Dig deeper:

You’ll find the words in bold here

Fiszki: JUSTICE FOR EEYORE | Quizlet

It’s only our suggestion. Select your own words to study.

Suggested video:

Brené Brown: The power of vulnerability (20 min)

Suggested by the author:

Why Crying Is Healthy For You, According To Science | HuffPost Life: http://bit.ly/3ogNdsd

 

Author: Karolina Ch,. from Talkersi

Edited by: Magda O. from Talkersi

 

O czym zapomina (prawie) każdy, kto buduje startup?

Fajnie, że chcesz zmienić świat swoim startupem. Tylko w tym pędzie między spotkaniami pamiętaj, że ludzie robią biznes z ludźmi. Z ludźmi, którzy nie tylko mają przemyślany i sprawdzony pomysł na startup, ale również można im zaufać jako człowiekowi. Fundamenty zaufania buduje się poprzez rozmowę o pozornie nieistotnych pierdołach. Np. przy bufecie podczas przerwy networkingowej na konferencji, rozmawiając o ostatniej reklamie SuperBowl (jeśli celujesz w amerykańskich inwestorów). Albo chit-chatując o Brexit’cie, ewentualnie o najnowszej wpadce Meghan ze Suits* (jeśli szukasz brytyjskich pieniędzy). Te rozmowy dają Twojemu potencjalnemu partnerowi biznesowemu okazję do tego, by sprawdzić, jak myślisz; jak łączysz kropki; jakie masz poglądy; czy bawią Was te same żarty (to nie żart). Jeśli uważasz, że te rzeczy nie mają znaczenia, to być może dlatego jeszcze nie dostałeś dofinansowania albo tłustego kontraktu, o który tak długo walczyłeś, ale klient wybrał kogoś “kogo lepiej znał i ufał”. Któraś z tych historii brzmi znajomo? Czytaj dalej, a zwiększysz swoje szanse na konwersję w najbliższym czasie.

Korespondowałem ostatnio z moim doświadczonym w świecie startupów technologicznych kolegą Mateuszem Kurleto. W pewnym momencie napisał tak:

Nikt nie oczekuje od Ciebie płynności i elokwencji Szekspira, ale na tym poziomie partner biznesowy:

(1) ceni swój czas na tyle, że nie chce go tracić na czekanie, aż w końcu sformułujesz swoją propozycję, tylko od razu przechodzi do rzeczy albo wychodzi z pokoju
(2) wie, że tak, jak komunikujesz się z nim, tak później będziesz się komunikować z kolejnymi inwestorami, klientami itp. – a tu gra rozgrywa się znowu o kasę, a więc trzeba “wydawać” swój czas jak najefektywniej, żeby zrobić targety
(3) chce z Tobą zbudować partnerską relację, a nie uczyć Cię angielskiego

“Bo takich rozmów nie da się prowadzić, jeżeli 3 zdania podrzędnie złożone wymagają choć sekundy zastanowienia.”

To kolejna wiadomość Mateusza w tym wątku. Widzisz, do czego zmierzam?

Sam prowadzę biznes, więc wiem, co to znaczy “zafiksować się” na swoim pomyśle. Zaczynasz widzieć tunelowo i nic poza Twoim produktem się nie liczy. W świecie tak wielu bodźców, doradców, opinii i pomysłów to bardzo mądra strategia. Nauczyłem się natomiast, że warto wiedzieć, kiedy na chwilę odsłonić klapki na oczy, żeby zobaczyć, czy na pewno biegniesz po odpowiednim torze.

Mam nadzieję, że ten tekst będzie dla Ciebie triggerem** do tego, żeby upewnić się, że obrałeś najwłaściwszą drogę dojścia do swojego celu.

Kibicuję Ci i wspieram, więc jeśli odruchowo zacząłeś szukać skutecznych metod nauki angielskiego, to nie będę polecać Ci naszych usług, tylko pokażę Ci ten kompletny przewodnik po tym, jak samodzielnie i bezpłatnie wyszlifować swój angielski:

Nie ma za co i do usłyszenia!

Wiktor Jodłowski z Talkersów

*Serial the Suits, w którym występowała wspomniana Meghan Markle, przed zaślubinami z Harrym, to swoją drogą świetny materiał do nauki angielskiego i jego niuansów. Dużo amerykańskiej mowy potocznej, metafor i aluzji, których opanowanie znacznie zwiększy Twoje szanse na biznes międzynarodowy. Bo chyba tylko o takim myślisz, prawda?

**Jeśli jeszcze nie znasz słowa “trigger”, to czym prędzej nadrób, bo tylko w ten sposób uruchomisz swoją sprzedaż i pitching do poziomu unicorna 😉

Kursy angielskiego dla firm

Działamy na rynku szkoleń z języka angielskiego już od 4 lat. Sporo widzieliśmy, dlatego dotychczas skupialiśmy się niemalże wyłącznie na rynku konsumenckim. Wynikało to z faktu, że gdy dostarczamy usługę, to bezdyskusyjnym warunkiem współpracy jest dla nas zakontraktowanie formuły działania, która zaprowadzi uczącego się do sukcesu. U konsumenta, klienta detalicznego, sprawa jest relatywnie prosta – to on płaci za własny kurs (przez co zależy mu na tym, by wycisnąć wartość z kursu – o to nam chodzi); to on zazwyczaj podejmuje decyzje, że chce podjąć kurs, przez co motywacja jest raczej wewnętrzna niż zewnętrzna (oczywiście wszyscy ulegamy różnym naciskom z zewnątrz, jak np. presja awansu, ale we współpracach business-to-business, to zazwyczaj menedżer decyduje kiedy i w jakiej formie realizowany jest kurs, co oznacza, że nie zawsze pokrywa się to z wolą podwładnych = przez to często tracą zaangażowanie już na starcie). W związku z powyższym uciekaliśmy od współprac z biznesami. Dotychczas rozpoczęliśmy tylko i aż obsługę 2 klientów biznesowych i byliśmy przy tym bardzo wybredni (odrzuciliśmy zapytania od kilkudziesięciu klientów biznesowych). Natomiast szykuje się zmiana. Chcemy dać temu szansę i otworzyć się pilotażowo na współpracę z biznesami. Zmiana perspektywy wynika z faktu, iż najprawdopodobniej opracowaliśmy model, który sprawi, że kursy dla firmy również będą miały sens z perspektywy zaangażowania “końcowego użytkownika” w kurs. Dlatego, Drogi Pracodawco (jeśli nim nie jesteś, to mam prośbę, byś podesłał to do jednego Pracodawcy, jakiego znasz, wraz z Twoją rekomendacją lektury) poniżej przedstawiam aspekty, na które warto żebyś zwrócił uwagę, przy rozważaniach na temat tego, kiedy, jak i gdzie rozpocząć współpracę ze szkołą językową (niekoniecznie naszą, ale oczywiście zachęcam do kontaktu):

1. Usiądź z Pracownikami do rozmowy i ustal kilka rzeczy

Rozmawiałem z wieloma uczestnikami kursów językowych w firmach i właścicielami szkół językowych, które realizowały te kursy. Wyłania się bardzo często niekorzystny wzorzec – w większości przypadków osoba decyzyjna w danej firmie/departamencie stwierdza, że “organizujemy kurs, bo ludzie nie ogarniają angielskiego”. Szybki konkurs ofert, często najtańsza szkoła wygrywa i falstart. Prędko okazuje się, że uczestnicy nie chcą chodzić na zajęcia. Unikają ich. Na spotkania z nauczycielem przychodzą kompletnie nieprzygotowani. Zawsze jakaś solidna wymówka. A przecież miało być tak pięknie…

A co by się stało, gdybyś na kurs wysłał tylko tych, którzy faktycznie zgłoszą chęć? Rekomendowałbym zorganizowanie spotkania, na którym przedstawiłbyś potrzebę, którą zaobserwowałeś oraz pomysł na jej rozwiązanie. Zapytał, co ludzie sądzą i obserwował reakcje. Bo jeśli widzisz, że ktoś ewidentnie potrzebuje kursu, ale już do samego kursu podchodzi opornie, to gwarantuję Ci, że wyrzucisz pieniądze w błoto nie tylko na kurs językowy, ale też na każdy kolejny miesiąc, w którym ten Pracownik odbierze wypłatę. Bo kasę od Ciebie będzie brał, skoro dobrze płacisz natomiast nie będzie dostarczał tego, czego od niego wymagasz, bo brakować mu będzie umiejętności komunikacyjnych, a co gorsza – woli ich podniesienia.

Tzw. “no-show”, czyli zakontraktowane lekcje, na których uczestnik się nie pojawia, lub pojawia się nieprzygotowany, to prawdziwa plaga tego biznesu. Tak, jak Ty, lubię zarabiać pieniądze. Domyślam się, że oboje mamy pasję do dostarczania jakościowego produktu lub usługi. Poważne potraktowanie opisywanego właśnie zjawiska sprawi, że ja będę w stanie dostarczyć wartość, użytkownik ją skutecznie “skonsumuje”, bo faktycznie będzie tego chciał, a Ty zwiększysz efektywność swojej firmy/departamentu po tym, jak Pracownik podniesie swoje kompetencje, np. w sprzedaży po angielsku. Bo nie ma nic lepszego od fakturowania 5000 funtów zamiast 5000 polskich złotych, prawda?

2. Obowiązkowo zaangażuj ich w koszty kursu

Skoro już o zaangażowaniu mowa, to omówmy kwestię finansowania. Przypomnij sobie ostatni raz, gdy kupiłeś obiad w wykwintnej knajpce. Pamiętasz jak wyśmienicie smakował? Widzisz oczami wyobraźni te okruszki na talerzu, który wyczyściłeś “co do milimetra”? Ok, a teraz przypomnij sobie ostatni moment, w którym dostałeś darmową próbkę kabanosa w ramach degustacji w supermarkecie. Czujesz różnicę? Drogi obiad doceniłeś i wykorzystałeś w 100%. O darmowej próbce zapomniałeś 3 sekundy po odejściu od standu promocyjnego. Jeśli prowadzisz firmę lub jesteś w biznesie nie od dziś, to na pewno wiesz, że klienci bardziej doceniają i angażują się w produkt/usługę, gdy coś w to zainwestują. Gratisy i prezenty są miłe natomiast są jak narkotyk – szybką uzależniają i równie szybko tracą swoją moc haju. Pozostaje tylko uzależnienie i dyskomfort, gdy brakuje towaru 🙂

W związku z powyższym to, co gorąco Tobie rekomenduję, to zastanowienie się i przedyskutowanie tematu zaangażowania pracownika w koszty, w jakikolwiek sposób. A jeśli nie masz technicznie takiej możliwości (np. korporacyjne ograniczenia), to wypracujmy sposób, by pracownik coś zyskiwał za przykładanie się do kursu i coś tracił za brak zaangażowania (np. tracił prawo uczestnictwa w kursie, jeśli nie korzysta z niego aktywnie). Nawet niewielki udział w kosztach (niekoniecznie finansowych) przez Pracownika zdziała cuda w porównaniu z absolutnie darmowym kursem bez zobowiązań. Tak samo jak Ty nie lubisz tracić pieniędzy i będziesz oczekiwał progressu w umiejętnościach komunikacyjnych Pracowników, tak oni nie lubią tracić rzeczy – dlatego tym samym znacząco zwiększasz odsetek osób zaangażowanych w naukę. Co finalnie przełoży się na wzrost efektywności firmy, czyli większy przychód (np. poprzez skuteczniejszą sprzedaż do zagranicznych klientów płacących w walucie z wielokrotnym przelicznikiem) lub obniżone koszty (mniejsza ilość kosztownych pomyłek wynikających z nieporozumień, których można było uniknąć).

3. Włącz cierpliwość, a efekty przyjdą

Wiele osób, z którymi rozmawiałem lub o których słyszałem, oczekuje cudów. Że Pracownicy nauczą się prędko, wszyscy będą chodzić, bo “przecież to ich obowiązek, zwłaszcza że robią to w godzinach pracy, za co im jeszcze płacę”. Nie nauczyliśmy się polskiego w kilka tygodni, nie oczekujmy cudów w kontekście jakiejkolwiek innej umiejętności. Dla jasności – to w żadnym wypadku nie jest próba przyzwolenia na bylejakość. Bądź wymagający dla Pracowników, dla obsługującej Was szkoły natomiast bądź również wymagający dla samego siebie w kontekście aspektów opisanych w tym artykule. Jeśli zależy Ci na sukcesie przedsięwzięcia.

4. Stale monitoruj i wspieraj ten proces

Ten punkt łączy się z poprzednim. Samo podpisanie kontraktu i wysyłanie przelewów do szkoły językowej często nie wystarczy. Proces doglądania tego procesu wcale nie musi być czasochłonny. Wystarczy, że raz na kilka tygodni “wpadniesz” na zajęcia, zobaczysz jak się sprawy mają i porozmawiasz z osobą prowadzącą zajęcia. Jeśli masz możliwość, to poproś o raport od realizatora kursu. Tylko pamiętaj o punkcie nr 3 z tego artykułu – raportowanie co lekcję, a nawet comiesięczne, mija się z celem – język to umiejętność, której wykształcenie wymaga czasu.

Rozmawiając z osobą prowadzącą, dopytuj o to, kto ma jakie mocne strony. Nauczyciel relatywnie wcześnie powinien wykryć, kto jest świetny w pisaniu po angielsku (tej osobie przydzieliłbym korespondencję mailową z klientami), a kto świetnie gada (a tej osobie oczywiście przypadłyby negocjacje przez telefon). W oparciu o informację zwrotną od lektora będziesz mógł lepiej zorganizować pracę dla swoich ludzi i wykorzystać w pełni ich naturalny potencjał.

5. …a zwiększysz efektywność Pracowników!

Jak już wspominałem wcześniej. Inwestycja w podnoszenie kompetencji komunikacyjnych u Pracowników, to inwestycja jak każda inna. Ma Ci przynieść zwrot w postaci zwiększonego dochodu w średniej lub długiej perspektywie. Dlatego postaw mierzalne cele, monitoruj i wspieraj je, a sukces przyjdzie. Jeśli tylko podejdziesz do tego z taką powagą i uwagą, jak do wszystkich innych inwestycji.

Mam nadzieję, że powyższym tekstem rozjaśniłem Ci nieco temat tego, jak sprawić, by kursy językowe realizowane dla Twoich Pracowników stały się wreszcie opłacalne. Jeśli chcesz dopytać o któryś wątek albo będziesz miał jakiekolwiek inne pytania, to jestem do Twojej dyspozycji pod adresem – wiktor@talkersi.pl. Dziękuję Ci za poświęcenie czasu na przeczytanie tego artykułu, no i zgodnie z zajawką ze wstępu tekstu – zachęcam do kontaktu w sprawie współpracy, jeśli masz Pracowników, których chciałbyś przeszkolić.

Czy chcesz się uczyć języka angielskiego do końca swojego życia?

Przeanalizowałem ostatnio statystyki realizowanych przez nas lekcji. Przejrzałem kilka wątków mailowych od klientów, którym ekstremalnie zależy na „elastycznym grafiku zajęć”.

(więcej…)

Talkersowe wyjaśnienie pewnych zagwozdek językowych [PODCAST]

Szkolna wiedza często kończy się na słówku „wet” i to tyle. No, może w porywach gdzieś pojawi się jeszcze „humid”, chociaż osobiście sam nie pamiętam by było to kiedyś u mnie w klasie.

(więcej…)

Nie ma uniwersalnych metod

Jednym z problemów systemu edukacji jest standaryzacja. Światowej sławy pisarz sir Ken Robinson, w jednym ze swoich wystąpień na scenie TED, wyraził opinię, że edukacja nie powinna być zestandaryzowana, niczym jedzenie w McDonald’s.

(więcej…)

Cała idea Talkersów wyjaśniona w 4 minuty

By dowiedzieć się na czym polegają Talkersi, obejrzyj poniższe nagranie video.
(więcej…)

Historia Pauliny (naszej talkersowej lektorki)

Decyzja zapadła. Po kilku mniej lub bardziej udanych próbach zdecydowałeś się spróbować po raz ostatni, teraz już na poważnie. Motywacja działa na wysokich obrotach, wierzysz, że to nareszcie będzie “TO” i zabierasz się do działania.

(więcej…)

Nauka angielskiego przez skype

Jeśli zastanawiasz się, czy kurs przez Skype (lub inny komunikator) faktycznie działa, to tutaj rozłożymy ten problem na czynniki pierwsze i pokażemy jak to naprawdę funkcjonuje. Bez marketingowego blefu, same fakty.

(więcej…)

Zastanów się zanim sprawdzisz coś w słowniku

Co oznacza bigot? Albo serendipity? Pokusa, aby sięgnąć po szybką i łatwą odpowiedź jest bardzo duża. Problem w tym, że nie zawsze opłacalna.

(więcej…)

Nie flirtuj z językiem, poślub go

Dlaczego nauka języka w tradycyjnej szkole nie należy do najefektywniejszych metod?

(więcej…)

Dlaczego co roku chodzę na lekcje z windsurfingu? (historia Zuzanny)

Nie jestem osobą szczególnie wysportowaną. Z natury należę również do tych strachliwych, więc można stwierdzić, że taka dyscyplina jak windsurfing na pewno nie jest dla mnie. Jednak pewnego razu spróbowałam – nawet mi się spodobało – i od kilku lat przez tydzień w roku walczę ze sobą oraz z moim wyjątkowo opornym żaglem.

(więcej…)

Czym różnią się Talkersi od szkół językowych i prywatnych korepetytorów?

Poniższe zestawienie w formie tabeli powinno wyjaśnić sprawę 🙂

(więcej…)

Talkersowe pogaduszki! (czyli słów kilka o najskuteczniejszych metodach nauki języka obcego)

Z tego autorskiego materiału dowiesz się:
1) co słychać u Pauliny i Krzysia (naszych super lektorów) ?
2) jaki związek z nauką języka mają kreskówki
3) jak podejść do nauki języka, by stała się przyjemnością
4) jak nasi eksperci uczyli się j. angielskiego, by móc dziś biegle komunikować się na każdej płaszczyźnie
5) jakich narzędzi używamy w Talkersach, by pomagać naszym klientom spełniać ich cele językowe i zwiększać tzw. językową pewność siebie
6) dlaczego my, Słowianie, mamy taki specyficzny akcent ?

PRZEJDŹ DO MATERIAŁU

Lista korzyści, które odnoszą w życiu osoby biegle posługujące się angielskim

Biegłe posługiwanie się przynajmniej jednym językiem obcym daje ogromne możliwości rozwoju intelektualnego, duchowego, emocjonalnego, no i oczywiście karierowego.

(więcej…)

Czego umysły ścisłe nie rozumieją w nauce języka obcego – jesteś jednym z nich?

Bycie w czymś dobrym jest w tych czasach jeszcze cenniejsze niż to było kiedyś. Dzisiaj po prostu amatorszczyzna prędko wypływa dzięki internetowi, który nikomu nie odpuści.

Żeby odnaleźć się na rynku (zarówno rynku pracy, jak i rynku biznesowym) nie wystarczy już być nawet dobrym w jednej dziedzinie. Trzeba łączyć wiele talentów, czy to się nam podoba, czy nie. Tu pojawia się mały konflikt z naturą, ponieważ każdy z nas ma naturalne predyspozycje. Jeden jest świetny w przedmiotach ścisłych, świetnie liczy, analizuje i wyciąga logiczne wnioski w ciągu sekund, podczas gdy drugi męczy się z tym niemiłosiernie. Z kolei, gdy odwrócimy sytuację, to okazuje się, że ten który przed chwilą radził sobie świetnie, już nie jest taki kozak podczas rozmowy kwalifikacyjnej albo randki. Dla potrzeb tego tekstu nazwijmy te dwie przeciwstawne postaci umysłem ścisłym i humanistą.

Oczywiście nikt z nas nie jest w 100% po żadnej z tych stron. Natomiast mamy tendencję do zbliżania się ku jednemu z ekstremów tej osi. To często zaczyna nas ograniczać, bo wciskamy sobie, że „skoro nie mam talentu, to nigdy się tego nie nauczę”. Brzmi znajomo?

Prawda jest taka, że jeśli nie masz do czegoś talentu, to zapewne (nigdy nie mów nigdy!) nie osiągniesz w tym obszarze mistrzostwa. Ale to można łatwo obejść. Wystarczy się tego nauczyć dość dobrze i skupić na rozwoju cech, w których masz potencjał do bycia genialnym. Przykład:

Nie mam pojęcia i błyskawicznie nudzą mnie analiza finansowa, rachunkowość, formalności. Kompletnie tego nie czuję. Żeby wiedzieć, co się dzieje w firmie opanowałem podstawowe pojęcia natomiast resztę szczegółów technicznych pozostawiam do ogarnięcia zaufanym ludziom, którzy się na tym znają.

Jak to się ma do języków? Mianowicie tak, że są niezbędne, by znaleźć pracę/rozwijać biznes w dzisiejszych czasach. To, że „nie masz do tego talentu” jest wymówką, która realnie i odczuwalnie wpływa na Twoje życie i karierę. Większość cennych materiałów w internecie jest pisanych po angielsku. Rynek polski często nie jest gotowy na przyjęcie Twojego nowego świetnego produktu lub też pensje są za niskie i Cię nie satysfakcjonują – nic prostszego, uczysz się języka obcego i rozszerzasz swoje działania poza granice Polski. Tam pieniądz łatwiej zmienia właściciela niż w Polsce ?

Co zrobić jeśli nie jesteś humanistyczną duszą lub też nauka języka obcego nie przychodzi Ci naturalnie? Przede wszystkim zachęcam Cię do tego, byś porzucił przekonanie, że jak nauczysz się całej gramatyki na pamięć, to Twoje umiejętności komunikacji się poprawią. Obserwując wielu ludzi mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że wiedza nt. gramatyki w najlepszym przypadku nie przeszkadza. Rzadko kiedy jakkolwiek pomaga.

Zakoduj sobie: język to NIE są suche fakty i regułki jak w matematyce. Język to żywy, plastyczny i elastyczny twór, którego trzeba nauczyć się „czuć”. Okiełznać go. Nadążać za nim, a nie nadawać mu tempo. To ludzie jako całe społeczeństwo go tworzą, nie Ty. A jeśli coś jest tak duże i kształtowane przez tak dużą ilość ludzi, to siłą rzeczy często zmienia formę. To, czego uczyli Cię w szkole na temat Present Simple, Continuous itp. przyda Ci się, ale równie dobrze obejdziesz się bez tego. Na dowód mogę dać Ci taką informację: część moich uczniów, którzy świetnie mówią po angielsku, nie ma pojęcia, jaka jest różnica pomiędzy tymi czasami. Nie ma takiej potrzeby – czują język. I wiesz co? Ty masz tak samo – z językiem polskim. No bo kto poza polonistami i pasjonatami skrajnie poprawnej polszczyzny wie, co to jest przydawka i myśli o niej wypowiadając zdanie? No kto? Ktokolwiek na tej sali? ?

Także odpuść sobie uporczywe trzymanie się faktów i zrozum, że język to emocje. Emocje, które wyrażasz słowami. A słowa mają moc. Moc zdobywania świetnej pracy (nawet jeśli Twoi konkurenci mają lepsze CV), moc rozwijania biznesu (nawet jeśli Twoi konkurenci mają lepszy produkt – na tym przecież polega marketing!), moc zdobywania partnerów życiowych.

To tyle na dziś. Wierzę, że tymi kilkoma akapitami pomogłem Ci troszkę poluzować podejście do nauki języków obcych. Bo nie ma się co spinać. To nie inżynieria rakietowa. Nie trzeba mieć magistra żeby mówić świetnie w języku obcym. Do usłyszenia!

PS Aha, i przestań być takim perfekcjonistą. Jak odpuścisz pedantyczność, to zobaczysz, że język „nagle” stanie się o jeden poziom łatwiejszy ?

Jak nauczyć się języka obcego wykonując dokładnie ZERO ćwiczeń gramatycznych?

To, co zaraz napiszę, zmieni Twoje patrzenie na naukę języka. Bo system pracy nad swoimi umiejętnościami, który serwują nam w szkole, jest kompletnie bezużyteczny, jeśli chodzi o skuteczną naukę języka.

(więcej…)

Jak poradzić sobie z najczęściej spotykanym problemem przy nauce języka

Uczę ludzi mówić po angielsku już od 10 miesięcy. To i dużo, i mało. Mało, by stwierdzić, że zjadłem na tym zęby. Ale wystarczająco dużo, by zauważyć pewne powtarzające się zależności. Dziś tekst o problemach z nauką i ich rozwiązywaniu.

(więcej…)

Jak nauczyłem się angielskiego – moja historia, krok po kroku

Niedawno oglądałem mega inspirujący film na YouTube, w którym autor (znany i szanowany coach), opowiada o tym, jak doszedł do takiej wiedzy i umiejętności, że może dzielić się tym z ludźmi i są oni gotowi płacić mu za tę wartość. Na pewno nie mogę się z nim równać pod względem doświadczenia natomiast sam uczę ludzi mówić po angielsku, dlatego uznałem pomysł podzielenia się swoją drogą, za odpowiedni na karty tego bloga. Będzie krótko i zwięźle.

Dawno temu, jak byłem w 6 klasie podstawówki, nie miałem pojęcia o angielskim. Myliłem podstawowe struktury gramatyczne i jakoś nie ciągnęło mnie do tego, by to zrozumieć. I tak pewnego dnia moja św. pamięci babcia zadała pytanie – a do jakiej szkoły chcesz iść, wnuczku? Może pójdziesz do gdyńskiej trójki (wysoki poziom angielskiego; wysokie pozycje w rankingach), jak Twój wujek?

Do dziś nie wiem, czemu to podziałało na mnie tak motywująco, ale zacząłem działać w temacie. Zostałem zapisany na indywidualne zajęcia. Pamiętam, jak wahałem się pomiędzy dwoma rekomendowanymi korepetytorkami. Ostatecznie wybór padł na osobę, która miała nieco niższą stawkę godzinową od drugiej. Sprzeczne to z moimi aktualnymi przekonaniami, że wysokość ceny = wartość, którą dostajesz. Ale miałem lat może 11 czy 12 i jakby nie patrzeć nie decydowałem o finansach. Poza tym, w tym przypadku dostałem od życia znacznie więcej niż mógłbym się spodziewać ?

Osoba ta okazała się „strzałem w dziesiątkę”. Kimś więcej niż nauczycielką. Mentorką wręcz. Do dziś pozostajemy w kontakcie. Do trójki się dostałem, a następne 6 lat gimnazjum i liceum jakoś się pokulały.

Na zajęciach szkolnych zdobywałem głównie umiejętności teoretyczne, a na korepetycjach uczyłem się wykorzystywać je w praktyce – mówiąc. Jednak dopiero, gdy przeżyłem Business Week, mój angielski wszedł na totalnie inny poziom. Było to klasyczne doświadczenie, w którym człowiek wchodzi w język angielski w 100% i musi używać każdego najmniejszego skrawka wiedzy, który kiedykolwiek przeleciał przez jego głowę, by się skutecznie komunikować. I to działa.

Dzięki temu programowi nie tylko mam kontakt z wieloma Amerykanami do dziś, ale również podróżowałem po USA. To były bezcenne doświadczenia, głównie ze względu na solidny trening angielskiego, no i mnóstwo fascynujących osób napotkanych na drodze.

Potem przyszedł czas na mój szalony wyjazd do Londynu, który był swego rodzaju testem wszystkiego, czego się nauczyłem o języku angielskim. Bo pojechałem tam z przeświadczeniem, że świetnie się dogadam z każdym i to bez żadnego problemu. Rzeczywistość szybko pokazała, że wyuczony język „książkowy” mało ma wspólnego z tym jak ludzie komunikują się na co dzień. Na szczęście fundamenty, które miałem, pozwoliły mi prędko zaadaptować się do specyficznego słownictwa i akcentów, które spotykałem w Anglii.

W czasie pobytu w Londynie rozpoczęła się moja przygoda z prowadzeniem indywidualnych zajęć. To stawia przysłowiową kropkę nad „i”, ponieważ lekcje dają mi możliwość kontaktu z językiem codziennie i to po kilka godzin. Mimo, że wiem o tym całkiem sporo, to na każdej lekcji odkrywam kolejne elementy, które sprawiają, że ten język jest coraz bardziej „życiowy” przy zachowaniu „akademickiego” wkładu ?

Wierzę, że tym tekstem pokazałem Ci drogę, którą po prostu trzeba przejść, by stać się w czymś biegłym. Opisane wyżej zdarzenia trwały ponad 10 lat. Są szybsze sposoby na załatwienie tego samego rezultatu natomiast na pewno nie wydarzy się to po 1 miesiącu zajęć, przy założeniu 1 spotkania z lektorem w tygodniu. Pewne rzeczy głowa musi zwyczajnie powtórzyć wystarczająco dużą ilość razy, by rzecz ta stała się integralną częścią Ciebie. Kwestia czasu, konsekwencji, no i skupienia na celu.

Dzięki za dziś!

Jak przełamuję pierwsze lody, czyli 6 sposobów na rozluźnienie lekcji

Kontaktuję się na co dzień z wieloma ludźmi, często z branży szkoleń językowych. Zauważyłem, że jedna rzecz pojawia się regularnie – bardzo oficjalne, formalne podejście do rozmowy.

(więcej…)

6 zasad skutecznej nauki na korepetycjach językowych

Trafia do mnie mnóstwo osób, które przeżyły wiele rozczarowań w związku z nauką języka obcego na zajęciach w różnych szkołach lub też u korepetytorów, którzy z jakiegoś powodu nie byli w stanie przedstawić wiedzy skutecznie.

(więcej…)

3 wskazówki na temat wymowy w języku angielskim

Różne bywają reakcje moich uczniów na słowa, które słyszą z moich ust podczas naszej pierwszej lekcji. Brzmią one następująco „to nie ja nauczę Ciebie. To Ty nauczysz siebie samego, ja Ci mogę tylko pomóc i wskazać właściwą drogę”.

(więcej…)

Talkersi – plany, teraźniejszość, interakcje

Metoda Talkersowa sprowadza się w głównej mierze do usamodzielnienia ucznia w prowadzeniu swobodnej komunikacji w języku angielskim – posłuchaj wywiadu z Wiktorem Jodłowskim.

(więcej…)

Zaufali nam

Napisali o nas

Dane kontaktowe

Odpowiadamy na maile i telefony tak szybko jak to możliwe. Jeśli wolisz porozmawiać na żywo, zapraszamy na kawę do naszego biura w Gdyni: od poniedziałku do czwartku w godzinach 11-19, w piątek w godzinach 10-18.

adres centrali

ul. 10 Lutego 27/1
81-364 Gdynia
(Pozostałe lokalizacje:
Gdańsk, Warszawa, Kraków, Poznań)

dziendobry@talkersi.pl

Na wiadomości e-mail odpowiadamy w ciągu 24 godzin, najczęściej tego samego dnia.

609 880 727

Jeśli nie możemy odebrać (co się bardzo rzadko zdarza), to oddzwaniamy najszybciej jak to możliwe.

Talkersi Talkbook
Logo Talkersi Talkbook

Zostaw swojego maila, żeby odebrać zniżkę, gdy wydamy nasz autorski podręcznik.

Close Pop