Jak uzyskać zwrot z inwestycji w językowe szkolenia pracownicze?

Ktoś mądry powiedział, że połowa pieniędzy wydanych na marketing jest wyrzuconych w błoto – gdyby tylko wiedzieć, która połowa, to mieliśmy dużo więcej skutecznych kampanii. Ale z moich obserwacji jasno wynika, że sprawa wygląda jeszcze gorzej, jeśli chodzi o budżety wydawane na szkolenia językowe w firmach. Tutaj proporcja kształtuje się w okolicach 80/20 i to nie w tę pozytywną stronę. Dlaczego kursy językowe dla firm tak często okazują się przepalonym budżetem bez efektów biznesowych?

No bo przecież każdy właściciel, zarząd czy menedżer chce dobrze inwestować budżety, ale mało kto zwraca uwagę na te 4 pułapki:

 

1. Chodzą, bo muszą.

Wpadłeś na pomysł, że “zainwestujemy w angielski!”. Ludzie będą się cieszyć z super benefitu, to rzadziej będą odchodzić z pracy (#rotacja). A do tego lepiej dogadają się z kontrahentami, to powiększymy wyniki sprzedaży zagranicznej! Fakturowanie w euro, funtach i dolarach to ciekawsze zajęcie niż w złotówkach, prawda?

O ile priorytety są jasne – biznes ma rosnąć, a wskaźniki takie jak rotacja czy wyższa sprzedaż to kluczowe obszary – o tyle choćbyś stanął na głowie i próbował oczarować, przekonać, a nawet zmusić do aktywnej nauki, przepalisz budżet. Rozwiązanie

Rekomenduję: wysłać na zajęcia wyłącznie tych, którzy wyrażają taką wolę + takich, którzy faktycznie potrzebują tego języka na co dzień w pracy + przeczytać punkt 2 tego artykułu, w którym czai się pułapka.

 

2. Nic nie płacą, więc się nie angażują.

Co z tego, że wyślesz chętnych, jak będą wiecznie tak zabiegani, że zawsze będzie coś ważniejszego niż spotkanie z Lektorem. Trochę sprawę ułatwiają dzisiaj lekcje online, bo nie trzeba marnować czasu na dojazdy. Ale bieżączka to standard. Jak wesprzeć pracownika w lepszym zarządzaniu priorytetami?

Rekomenduję: partycypacja kosztowa. Proporcje to już drugorzędna sprawa, bo pomiędzy 0 i 1 zł jest dużo większa różnica psychologiczna niż między 1 i 15 zł. A jak za coś już człowiek płaci, to zaczyna więcej oczekiwać. A oczekiwania wobec takiego szkolenia językowego prędko doprowadzą do wniosku, że “hej, skoro płacę, to idę na te zajęcia”. Ale jeszcze pozostaje odpowiednia formuła zajęć…

 

3. Zajęcia grupowe im nie odpowiadają, bo…

Powodów mógłbym tu wypisać wiele, ale najważniejsze to:

  • W grupie ciężko wywalczyć przestrzeń do wypowiedzi dla siebie. Wynika to przede wszystkim z tego, że większość Polaków ma mentalną barierę przed swobodnym mówieniem po angielsku. Wyzwaniem jest powiedzieć coś w 4 oczy, a co dopiero grupie!
  • Oprócz poczucia wstydu, które nam wtedy często towarzyszy, dochodzi ten-jeden-uczestnik spotkania grupowego, który tak zdominuje rozmowę, że reszcie się odechce odzywać. Voilà – budżet przepalony again!
  • Niby wszyscy mieliśmy na początku test poziomujący, a wydaje się, jakby każdy uczestnik był na innym poziomie kompetencji. Znasz to z autopsji?
  • Jak jest grupa, to jest kompromis pod względem tematu rozmowy. Ma pasować (względnie) wszystkim. Ryzyko – większość będzie niezainteresowana temat. Co w połączeniu ze wspomnianą barierą mówienia ponownie prowadzi do… przepalonego budżetu!

 

Moja rekomendacja? Na końcu artykułu (jesteś już blisko).

4. Ty i oni macie nierealne oczekiwania!

Jako menedżer chcesz wykazać zwrot z inwestycji w budżet szkoleniowy. Ciśniesz pracowników i szkołę, którą wynająłeś, żeby były wyniki. Do tego ludzie, jak się już wezmą za tego angola, to mają tendencję, żeby wyznaczać sobie nierealne standardy. Bo przecież uczymy się angielskiego “od zawsze”, więc wypadałoby się, go “w końcu nauczyć”.

Będę tym szczerym, który powie – zejdź na ziemię, a obietnice marketingowe pt. “angielski przez weekend” wrzuć od razu w SPAM. Nauka języka to proces. Musi trochę potrwać, żeby głowa mogła przetworzyć i wcielić nową wiedzę. Ten proces składa się z dawno odkrytych i zbadanych elementów. Z tego powstały już skuteczne metody “załatwiania tego problemu”. To nie jest inżyniera rakietowa – co nie oznacza, że jest bułką z masłem. Ale się da.

Więc jeśli zależy Ci na tym, by być pierwszym menedżerem w okolicy, który NIE PRZEPALIŁ budżetu na angielski dla pracowników, to moje rekomendacje brzmią:

Im mniejsza grupa, tym lepiej. Partycypacja kosztowa. Na zajęciach tylko ci, którzy faktycznie tego potrzebują i chcą. Realne oczekiwania Twoje i ich. Skąd to wiem?

8 lat doświadczenia w branży i tysiące absolwentów.

 

Dziękuję za Twoją uwagę i mam nadzieję, że do usłyszenia!

Wiktor Jodłowski

wiktor@talkersi.pl

Comments are closed.

Zaufali nam

Napisali o nas

Dane kontaktowe

Odpowiadamy na maile i telefony tak szybko jak to możliwe. Jeśli wolisz porozmawiać na żywo, zapraszamy na kawę do naszego biura w Gdyni: od poniedziałku do czwartku w godzinach 11-19, w piątek w godzinach 10-18.

adres centrali

ul. 10 Lutego 27/1
81-364 Gdynia
(Pozostałe lokalizacje:
Gdańsk, Warszawa, Kraków, Poznań)

dziendobry@talkersi.pl

Na wiadomości e-mail odpowiadamy w ciągu 24 godzin, najczęściej tego samego dnia.

609 880 727

Jeśli nie możemy odebrać (co się bardzo rzadko zdarza), to oddzwaniamy najszybciej jak to możliwe.

Talkersi Talkbook
Logo Talkersi Talkbook

Zostaw swojego maila, żeby odebrać zniżkę, gdy wydamy nasz autorski podręcznik.

Close Pop